Przed basenem 30min na rowerku. W wiekszej cześci RANDOM WORKOUT na wysokim 15-20 levelu + pare podjazdów na stojąco na Mountain Workout na max levelu 25.
Kolejna delegacja w Londynie i przymusowa przerwa od roweru. W odróżnieniu od obecnej pogody w Bydgoszczy (pewnie za wiele i tak bym nie pojeździł), tutaj pogoda wyśmienita. Od tygodnia powyżej 5oC, deszczu jakotakiego brak i mnóstwo rowerzystów na ulicach. Normalnie czuć jakby wiosne w powietrzu. Jak zauważyłem przeważają rowery na szosowych kołach zarówno z baranem jak i z prostą kierą generalnie single, ale nie ostre, dużo jest też typowych mieszczuchów. W tych pierwszych SPD to raczej norma z tym, że jeździ sie raczej w cywilnych ciuchach + kamizelka lub wiatrowka w tymże kolorze kamizelki.
Co do rowerowego głodu to wczoraj skusiłem się dosiąść stacjonarny w hotelowej siłowni. Nie jest to jednak temat dla mnie. Siodlo szerokie, na którym nie da się siedzieć w pochylonej pozycji, a kierownica jest za blisko. Pokreciłem ponad godzine na rożnych obciążeniach i workout'ach próbowałem pokrecić z najwyższą kadencją (huczy to jak odkurzacz wtedy ;-) żeby zobaczyć jaki mogę mieć HR max. Ogolnie odczucia takie sobie, a dziś boli tyłek :P. Jednak co plener to plener, jest jakiś cel i się jedzie, a tu duszno i nudno.
Czarny, mokry, szybki asfalt :-). Trochę dawał się we znaki wiejący idealnie ze wschodu wmordewind. Z powrotem ten sam wiatr w plecy i dojazd do domu pomimo zatrzymywania się na 4 światłach zajął niewiele ponad 30 min.
Dziś aby nie zmarznąc za mocno, poleciałem do pracy dobrym tempem wyłącznie asfaltem. Od opery już Jagielońska i dalej Fordońską. Tylko Wiadukty Warszawskie pojechałem chodnikiem, tam jakoś tak wąsko i nie ma gdzie uciekać w razie czego. Było trochę stania na światłach, czego zazwyczaj unikam jadąc przy rzece, ale ogólnie czas i tak dobry. Powrót również w tempie. Jednak nie ma to jak czarny asfalt oraz 38x11. Kolejna przyjemność to jazda między stojącymi w korku samochodami. Jutro też lecę środkiem miasta :-)
Rano zimno, dużo ubitego śniegu na bulwarach przy Brdzie i na chodnikach, przez co jazda spokojna i ostrożna. W drodze powrotnej przez tą niesprzyjającą nawierzchnie i wmordewind dość mocno zmarzłem, szczególnie palce u rąk i nóg - niedostateczne tempo, aby się dobrze rozgrzać. Zauważona ciekawostka, oblepiona śniegiem przednia przerzutka została unieruchomiona, przez co Seminaryjną podjeżdżałem ze środkowego blatu (2x2) co ciekawe dzięki SPD podjazd szybszy, efektywniejszy i bardziej płynny niż z małej tarczy na platformach.
Wczoraj przejechałem się krótko do sklepu, jednak dzięki temu zauważyłem, że schodzi powietrze z tylnego koła. Co ciekawe, była to dopiero pierwsza złapana guma, odkąd jeżdżę. Okazało się, że po ostatnim wypadzie do Myślęcinka na coś musiałem najechać. Malutka dziurka w dętce na samym szczycie obwodu. W oponie brak ciał obcych. Wieczorna naprawa w ciepłym domu i już dziś śmiganie po lesie po świeżym śniegu. Oto i efekty :-)
Miało być do Borówna, niestety rano oblodzone chodniki i mniej uczęszczane ulice zmusiły mnie do skrócenia przejażdżki. Pokręciłem się trochę po Myślecinku, czego nagrodą było trafienie na fajny single-track w okolicach centrum edukacji ekologicznej. Fajna ścieżka prowadząca po pagórkach, raz do góry raz na dół, a raz przy samej skarpie ;-)
Ludowe mądrości mówią, że jaka wigilia taki cały kolejny rok. Jak więc w wigilię Bożego Narodzenia mógłbym odmówić sobie rowerowej przyjażdżki. Tak też pojechałem do mojego ulubionego lasu między Błoniem, Białymi Błotami, a Miedzyniem. W lesie dużo zmrożonego śniegu generalnie ubitego na ścieżkach. Jazda bez większych problemów. Z lasu wyjechałem w okolicach Lisiej, tam skierowałem się w stronę kanału i śluzy na Prądach. Okolice śluzy rozjeżdżone przez sporadycznie jeżdżące tamtędy samochody. Przez noc ta rozjeżdżona breja, potraktowana dodatkowo deszczem zamarzła tworząc piękne lodowe koleiny, a gdzieniegdzie skuwając lodem całą dostępną drogę. O jeździe nie było mowy, na lodzie uciekało przednie koło, ba! ciężko było nawet iść po ten pokrywie lodowej.
Dziś rano niespodzianka, samochód postanowił przejść na zdrowy tryb życia i rzucił palenie :-). Najpierw pieszo do marketu, później rowerem do znajomego po prostownik ;-). Ku mojemu zaskoczeniu, ubrany dół 2 warstwy, góra 3 warstwy + przeciwdeszczówka nie zmarzłem nic a nic. Jedynie co to marzły trochę palce w rękawiczkach.
Rower to mój styl życia ;-)
Co mnie kręci:
- dynamiczna jazda gravelem po szosach i szutrach.
- techniczna jazda krętymi singlami w terenie 29er'em.
- turystyka rowerowa, czyli jazda z sakwami i biwakowanie na łonie natury.